10 stycznia b.r. liczni Rosjanie zaczęli narzekać na brak dostępu do usług komunikatora Telegram. Roskomnadzor (RKN) wyjaśnił, że władze postanowiły stopniowo ograniczać dostęp do Telegramu, podobnie jak od zeszłego roku ograniczono w Rosji dostęp do WhatsAppa. Zarząd RKN i Pieskow uzasadniali, że Telegram nie zapewnia ochrony danych osobowych, nie chroni przed oszustwami i firma nie przestrzega rosyjskiego prawa, ponadto nałożono na nią wysokie kary, których na razie nie zapłaciła. Obywatelom doradzono korzystanie z państwowego komunikatora MAX. Ograniczenia dostępu i blokowanie stron uderzyły w osoby przywykłe do bardziej dogodnej technologii lub poświęciły masę czasu i pracy w celu stworzenia własnego kanału informacji. Telegram pomagał organizować pracę i życie milionów ludzi. W styczniu zebrano tysiące podpisów pod prośbą o zachowanie dotychczasowych usług.
Założyciel Telegramu, Paweł Durow, ostrzegł swoich użytkowników, że władze chcą ich skłonić do korzystania z urządzeń pozwalających na śledzenie ich w sieci i stosowanie cenzury politycznej. Przypomniał, że podobnie działały władze Iranu i dodał, że ograniczenia można obejść. Nie wiadomo, czy Durow będzie szukał kompromisu z władzami Rosji czy pogodzi się z koniecznością rezygnacji z rosyjskiego segmentu Telegramu. Sytuacja nie wydaje się jednak na razie (do wyborów) beznadziejna, ale o tym w następnym poście.
Wiadomo, że niezależnie od niskiego poziomu zastosowanej technologii i niedogodnego interfejsu komunikatora MAX, rząd rosyjski wiąże z nim szerokie plany i nastawiony jest na jego upowszechnienie. Państwo będzie więc ten system wszelkimi sposobami promować. Pewnie chodzi o szybkie pozyskanie takiej kontroli Internetu jaka jest w Chinach i Iranie.

Komentarze
Prześlij komentarz