Przejdź do głównej zawartości

Kto w Moskwie rwie się do walki z Ukrainą

Wojna na Ukrainie pochłania mnóstwo ofiar z obu stron, Rosji potrzebni są więc kolejni żołnierze kontraktowi, co kosztuje i nie zawsze jest skuteczne. Chociaż w Moskwie za kontrakt z wojskiem władze płacą 1,9 mln rubli, liczba chętnych maleje. Latem 2025 r.  zgłaszało się nawet 200-250 ludzi dziennie, gdy teraz chce walczyć  nie więcej niż 40 ochotników.  Stanowią oni zresztą około połowy naboru, pozostali  to cudzoziemcy i Rosjanie mający problemy prawne. 

Obywatele Azji i Afryki  zgłaszają się  niewielkimi grupami. Są to głównie Chińczycy  i Hindusi. Deklarują  głęboką miłość do Rosji, choć głównym motywem są pieniądze. Werbujący ich Rosjanie ostrzegają Chińczyków przed ujawnianiem udziału w wojnie z Ukrainą, bo to w Chinach zabronione.Murzyni mówią, że  chcą otrzaskać się z wojną i nauczyć się  walki. Z kolei obywatele byłych republik radzieckich liczą na uzyskanie obywatelstwa rosyjskiego. 

Znaczna część zgłaszających się  Rosjan ma problemy z długami, alimentami i spłatą kredytów.  Zgodnie z prawem już na etapie śledztwa  mogą uniknąć kolejnych przesłuchań i procesu, gdy zgłoszą się na SWO. Cudzoziemcy z Azji czy Afryki nie znają na ogół języka rosyjskiego, Rosjanom zaś obce są są inne języki poza rosyjskim.  Znajomość komend typu "naprzód", " cofać się", "kryć się"  może okazać się niewystarczająca w czasie walki na froncie. Goście z zagranicy  szerzej przydatni mogą być przy pracach fizycznych lub jako tzw. mięso armatnie na pierwszej linii frontu. Korzystanie z najemników jest trwale związane z wojnami, choć tym razem nie są to chyba "psy wojny".

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Viorstka o żołnierzach kontraktowych 

Komentarze