31 stycznia o godz. 4.10 rano Petersburżan obudził potężny huk. Okazało się, że była to rakieta S-400. Otóżodpalono ją przeciw atakowi drona, a co zabawniejsze, tego drona nie udało się zestrzelić, polatał sobie jeszcze swobodnie pół godziny, po czym upadł w okolicy Kołpino, na terytorium fabryki Newski Mazut przy szosie Głuchoozierskiej. Uderzył w cystersy z paliwem, choć trafił ponoć na puste, spalił przy okazji kilka samochodów. Na dwie godziny wstrzymano ruch lotniczy nad Petersburgiem. Okazało się jednak, że z armaty strzelano do wróbla, czyli stracono rakietę wartości miliona dolarów, zatrzymano ruch lotniczy, nastraszono ludzi, poleciało trochę szyb w autobusach i oknach, po czym dron spokojnie doleciał do celu i spowodował zgodne z jego zadaniami straty. W mediach tym zdarzeniom nie nadano zbytniego rozgłosu, co zrozumiałe, bo nie ma czym się chwalić. Niemniej...