Korespondent Vażnych Istorii zatrudnił się w prywatnej firmie Wojewoda, zajmującej się rekrutacją na SWO. Jest to bardzo dochodowy interes - w 2025 roku firma uzyskała 700 mln rubli czystego zysku. Zarobki jej personelu zależą od liczby, ale też i od miejsca pochodzenia pozyskanych ludzi. Wyższe są za rekrutów z wielkich miast. Pracownicy firmy mają podejście psychologiczne, kładą nacisk na pozytywy oferty ministerstwa obrony, dostosowując sposób przekonywania do indywidualnych problemów kandydatów, np. kuszą wysokimi zapłatami, ubezpieczeniem, ulgami dla rodzin, umorzeniem procesu, załatwieniem dokumentów czy obywatelstwa. Uwzględniają obawy i uczucia patriotyczne kandydatów. Swoich ofiar szukają przeglądając wypowiedzi na portalach społecznościowych. Od administratorów sieci pozyskują (za opłatą) telefony osób , które interesowały się rekrutacją tzn. dzwoniły pod numery instytucji z nią związanych. Firma od ręki załatwia cudzoziemcom odpowiednie wizy, dokumenty i pozwolenia oraz certyfikat znajomości języka rosyjskiego, prowincjuszom zapewnia darmowy transport do Moskwy i parodniowy pobyt w hotelu. Ciekawe jest zróżnicowanie terytorialne oferty - nie dość, że kandydatom z odległych republik płaci się mniej, a pracownikom firmy też mniej za ich udaną rekrutację, jeszcze maleją kryteria doboru. Z Magadanu wolno rekrutować osoby przewlekle chore np. na gruźlicę, HIV, schizofrenię itp. czyli choroby wykluczające ze służby wojskowej, w Twerze - wolno pozyskiwać kobiety (do 45 lat), a w Czuwaszii - inwalidów wszelkiej maści, nawet tych z protezami (za ich zgodą). Czyli wszyscy są w Rosji równi, ale niektórzy jakby trochę mniej, chociaż musimy przyznać, że na SWO Putin wysłałby wszystkich obywateli, o czym świadczy nowa ustawa pozwalająca zatrudniać osoby z kategorią "niezdolny do służby wojskowej", póki co przy ochronie przed dronami firm i przedsiębiorstw.

Komentarze
Prześlij komentarz