![]() |
| podmoskiewska rafineria |
Podczas niedawnego forum ekonomicznego w Petersburgu miasto i jego okolice zaatakowały ukraińskie drony. Goście z kilkudziesięciu krajów powitani i pożegnani zostali hukiem nadlatujących bezzałogowców i strącającej je artylerii. Efekty specjalne zapewniło zapalenie się zbiornika benzyny w porcie (kłęby dymu) oraz wysadzenie w powietrze zapasów amunicji floty bałtyckiej (wybuchy). Z kolei 18.06 ok. 200 dronów zaatakowało Moskwę i liczne wsie podmoskiewskie . Spaliło się 500 pawilonów centrum handlowego Sadowod, uszkodzono budynek galerii handlowej Mega Biełaja Dacza i dom mieszkalny. Zaatakowano podmoskiewską rafinerię w Kapotnie: aż 10 dronów osiągnęło cel - kilka zbiorników paliwa efektownie spłonęło pokrywając Moskwę czarnym dymem. Zniszczona rafineria w Tuapse, fabryki, rafinerie i stacje benzynowe w Brańsku, Moskwie, Permie, Riazaniu, ataki na Krym, drony docierające do celów odległych 2 tys. km od granicy Ukrainy itd. Ukraina skutecznie atakuje. Ceny benzyny w Rosji z 70 rubli skoczyły do ponad 100 rubli za litr, widok płonących rafinerii sugeruje jeszcze dalszy wzrost cen, a co za tym idzie - wszystkich produktów. Oficjalna propaganda po ataku na Moskwę odnotowała tylko "nieznaczne uszkodzenia" jednego budynku i parę "poszkodowanych" osób. Czyli jak zauważył jeden z internautów "wsio charaszo priekrasnaja markiza" odwołując się do znanej opowieści o markizie, którą uspokajano, że wszystko w porządku, mimo kolejnych nieszczęść i spalonego majątku. Ataki Ukrainy nie mają bezpośredniego wpływu na sytuację wojenną, mają jednak wpływ na gospodarkę i nastroje społeczne. Rząd tłumaczy, że obrona jest doskonała, gdyż z 555 dronów wysłanych do Rosji z Ukrainy 18 czerwca cel osiągnęły nieliczne. Sołowiew ostrzega przed "histeryzowaniem", redakcja Komsomolskiej Prawdy radzi nie martwić się rzeczami na jakie nie ma się wpływu. Czyli, wszystko w porządku, piękna markizo. Mieszkańcy miast oczywiście zauważają, że propaganda nie oddaje prawdy, skierowują jednak swoją nienawiść w stronę Ukrainy lub martwią się o bliskich. Zareagował bank centralny: stopy procentowe z 14,5% miały być obniżone do 14%, jednak z obawy inflacji obniżono je mniej - do 14,25%. Powstał konflikt miedzy potrzebami biznesu a polityką antyinflacyjną banku centralnego. Aleksandr Szochin, szef związku zawodowego przedsiębiorców, słusznie zauważa, że systematycznie maleje popyt, a wraz z tym produkcja i fundusz płac, podczas gdy inflacja oficjalnie jest stosunkowo niska (5,3%). Bank centralny też ma podstawy zauważać, że Ukraina zniszczyła i może zniszczyć kolejne rafinerie, co spowoduje dalszy wzrost cen benzyny i inflację. Sytuacja na razie wygląda na patową.

Komentarze
Prześlij komentarz