że zwykle niepopularnych decyzji nie podejmował przed wyborami, tak więc ma trochę czasu. Rozważmy argumenty. Putin potrzebuje spektakularnego zwycięstwa, czego nie widać na horyzoncie. Wręcz przeciwnie, w ogóle nie widać sposobu skończenia wojny. Liczba wojska zwiększa się, ale rośnie też liczba poległych. Ataki ukraińskie w głąb Rosji pogłębiają powszechne oczekiwania szybkiego sukcesu wojskowego. Duma, Miedwiediew i Sołowiow zapewniają, że mobilizacji nie będzie, ale równocześnie oczekują eskalacji i pokonania Ukrainy. Coraz mniej skutecznie działa zwiększanie wszelkiego typu zachęt i przymusowe wcielanie do wojska. Wszystko to stwarza dla Putina sytuację bez wyjścia, co sprzyja podejmowaniu krańcowych decyzji typu mobilizacja czy atak jądrowy, zwłaszcza, że straty ludzkie dla Putina nie mają znaczenia.
Mobilizacja niesie za sobą ryzyko polityczne, gospodarcze, wojskowe, spotka się też z dużym oporem społecznym, a Kreml raczej zawsze wolał łagodzić nastroje. Media rządowe rysują obraz zwycięskiej kampanii, mobilizacja byłaby dla ludzi szokiem. Nie gwarantuje ona przełomu na froncie, gdyż wojna przeszła w fazę "dronową", poza tym podwojenie liczby żołnierzy bynajmniej nie oznacza podwojenia ich siły wojennej. Rosja już odnotowała brak pieniędzy w funduszu bezpieczeństwa, mobilizacja stworzy nowe problemy ekonomiczne różnego typu.
Na razie więc armia rosyjska skupiła się na zdobywaniu Kramatorska i Słowiańska oraz bombardowaniu terytorium Ukrainy. Liczy na załamanie się frontu, zniszczenie ukraińskiej gospodarki i zdobycie kolejnych terenów. Kreml lekceważy przy tym własne kłopoty gospodarcze, ataki dronowe i brak benzyny, chyba słusznie zakładając, że losy wojny rozstrzygają się na froncie..
Politycznie Kreml usiłuje najwięcej ugrać dla siebie licząc na przychylność Trumpa i przekupienie Europy gazem oraz wykorzystanie sprzeczności interesów między krajami UE.

Komentarze
Prześlij komentarz